Ślub na miarę naszych czasów
Dzisiejszą notkę należy potraktować jako suplement do poprzedniej. Wyobrażając sobie straty związane z paraliżem lotniczym w północnej Europie, zazwyczaj na myśl przychodziły mi nie podpisane kontrakty, straceni klienci, ewentualnie słabsza forma w kluczowym meczu Ligi Mistrzów.
Ale zastanówmy się przez chwilę, czysto hipotetycznie, nad taką sytuacja: co bym zrobił, gdyby wybuch wulkanu, którego nazwy nawet nie potrafię wymówić, miał zrujnować jedną z najważniejszych chwil w moim życiu - ślub?
O ile nie potraktowałbym gigantycznej eksplozji w dniu mojego ślubu jako prewencyjnej interwencji sił nadprzyrodzonych, prawdopodobnie zabrałbym się za gorączkowe przekładanie terminu ślubu, przepraszanie gości, odwoływanie rezerwacji itd. No chyba, że... w tym momencie przestaję teoretyzować i przechodzę do historii brytyjsko-australijskiej pary, która w drodze na swój ślub w Londynie została uziemiona na lotnisku w Dubaju.
Sean i Natalie nie chcieli się jednak tak łatwo poddawać, więc podeszli do sprawy kreatywnie. Ubrali się na tyle elegancko, na ile pozwalała im zawartość walizek i połączyli się przez Skype'a z mającą przeprowadzić ceremonię urzędniczką. Dzięki kamerce internetowej zgromadzeni w Londynie goście mogli widzieć i słyszeć młodą parę, gdy ci wypowiadali słowa przysięgi małżeńskiej.

Źródło:Gizmodo.pl
To jeszcze nie wszystko. W hotelu niedaleko lotniska zorganizowano wesele z prawdziwego zdarzenia, z balonami, kwiatami i trójwarstwowym tortem. Zadbano nawet o gości, których zwerbowano wśród innych czekających na swoje loty podróżników.
O ile w połowie XXI w. śluby na odległość nie będą czymś zupełnie naturalnym, ta para będzie miała co opowiadać swoim wnukom.
pawel_stolinski skomentował(a) wtorek, 27 kwietnia
tamta szata graficzna była fajniejsza.
Ciekawe co jeszcze będą robili przez skajpa ![]()